Polecane Strony:

paletex.com - Europalety
nowydom.slask.pl - tani dom
gorskidworek.pl - noclegi Zakopane
avisspc.com.pl - napędy bram
jeremie.com.pl - poręczenia dla firm
Zapraszamy.
A A A

Wszystko dla Pań

 

 

 

 

- Czym mogę pani służyć? - zapytał Mignot widząc panią Marty stojącą w podziwie przed
domkiem. - Oto rękawiczki duńskie po jednym franku siedemdziesiąt pięć, pierwszej
jakości. - Mignot zachwalał swój towar zapalczywie, przywołując klientki i narzucając
się im swoją grzecznością. Ponieważ pani Marty odmówiła ruchem głowy, ciągnął dalej:
- Rękawiczki tyrolskie po jednym franku dwadzieścia pięć. Rękawiczki turyńskie
dla dzieci, rękawiczki haftowane we wszystkich kolorach.
- Nie, , dziękuję, nic mi nie potrzeba - oświadczyła pani MartyMignot czuł jednak,
że glos jej mięknie, zaatakował ją więc gwałtownie, podsuwając przed oczy haftowane
rękawiczki. Pani Marty nie mogła się oprzeć i kupiła jedną parę. Następnie widząc,
że pani Boves spogląda na nią z uśmiechem, zaczerwieniła się.
- Jakież ze mnie dziecko. Jeśli nie kupię zaraz tej tasiemki i nie wyjdę stąd,
jestem zgubiona.
Na nieszczęście w dziale norymberszczyzny był taki tłok, że nie zdołała się docisnąć.
Obydwie czekały już od dziesięciu minut i denerwowały się, gdy niespodziewanie
zobaczyły
panią Bourdelais z trojgiem dzieci. Ze swą spokojną miną ładnej i praktycznej kobiety,
opowiedziała, że przyszła w tym celu, aby pokazać wystawy dzieciom. Magdalena miała
dziesięć lat, Edmund osiem, Lucjan cztery; wszystkie śmiały się z r adoś ci . Był
a t o niekosztowna rozrywka, którą przyrzeczono im od dawna.
- Jakie zabawne parasolki! Kupię tę czerwoną. - powiedziała nagle pani Marty
kręcąc się niespokojnie, zniecierpliwiona bezczynnością.
Wybrała parasolkę za czternaście franków pięćdziesiąt. Pani Bourdelais popatrzyła
na zakupiony przedmiot z dezaprobatą i powiedziała po przyjacielsku:
- Niedobrze pani robi spiesząc się tak. Za miesiąc kupiłaby ją pani za dziesięć franków.
Mnie nie nabiorą!
I wyłożyła całą teorię dobrej gospodyni. Ponieważ magazyn obniżał ceny, należało
tylko czekać. Nie chciała być przez nich wyzyskiwana, chciała natomiast korzystać
z prawdziwych okazji. Wkładała nawet w tę walkę nieco złośliwości, przechwalając
się, że nie pozwoli im na sobie zarobić ani grosza.
- Obiecałam - powiedziała w końcu - moim pociechom, że pokażę im obrazki na górze
w salonie. Chodźcie, panie, ze mną, macie przecież czas.
Zapomniano o tasiemce, pani Marty zgodziła się bez wahania, podczas gdy pani de Boves
odmówiła, pragnęła bowiem obejść wpierw cały parter. Panie wyraziły nadzieję, że
spotkają się na górze. Pani Bourdelais szukała schodów i przypadkiem zauważyła jedną
z wind, wepchnęła do niej dzieci, aby dopełnić ich uciechy. Pani Marty i Walentyna
weszły także do wąskiej, zatłoczonej klatki, ale widok luster, aksamitnych ławeczek
i pięknie rzeźbionych mosiężnych okuć drzwi zajął je do tego stopnia, że znalazły
się na pierwszym piętrze nie zauważywszy nawet łagodnego wznoszenia się windy. Czekały
je tu zresztą inne rozkosze, od działu koronek poczynając. Mijając bufet pani Bourdelais
nie omieszkała napoić swojej gromadki wodą z sokiem. Bufet mieścił się w kwadratowej
sali z szerokim kontuarem o marmurowym blacie. Po dwóch krańcach lady srebrzyste
fontanny tryskały cienkim strumieniem wody; w głębi, na stoliczkach, stały szeregiem
butelki. Trzech chłopców ustawicznie myło i napełniało szklanki. Aby utrzymać w karbach
spragnioną publiczność, ustawiono ją w kolejce wzdłuż obitej aksamitem poręczy, tak
jak przy wejściu do teatru. Tłum cisnął się. Wiele osób, odrzuciwszy skrupuły na
widok tego darmowego poczęstunku, nadużywało gościnności właściciela sklepu, narażając
nawet na szwank swoje zdrowie.
- Gdzież one się podziały? - zawołała pani Bourdelais, gdy zdołała wydostać się z
tłumu, wytarłszy chusteczką buzie dzieciom.
Zauważyła panią Marty i Walentynę w głębi innej galerii, bardzo daleko. Obydwie
tonęły
w powodzi spódniczek i znowu kupowały. Przepadło! Matka i córka uległy gorączce rozrzutności.
Gdy pani

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 36 Następna »